.jpg)
W Bieszczadzie czasem można nie zdążyć na obiad. Nawet radziecka technika czasem zawodzi. Na ratunek już jedzie popegierowski ursus.
Jakiś czas temu miałem okazję spotkać (i pofotografować ) bardzo miłego człowieka - pana Michała. W trakcie tego spotkania zdarzył mi się "wypadek". Okazało się, że film w aparacie w jakiś sposób przestał się nawijać na szpulkę i wszystkie "pstryknięcia" naświetlały jedną klatkę. Zorientowałem się dopiero gdy licznik pokazał 40tą klatkę a ja wciąż mogłem naciągać migawkę. Byłem wściekły. Pomyślałem, że źle założyłem film i nic nie mam na kliszy. Kasetkę z filmem wrzuciłem na dno szuflady. Dopiero po dwóch latach wywołując inną rolkę filmu, przy okazji nawinąłem na szpulkę koreksu i ją. Miałem ją wyrzucić ale coś mnie podkusiło żeby ją wywołać. Moje zdziwienie było wielkie. Na połowie filmu coś było.




Zdjęcie to zostało wykonano na wakacjach. Film wywołałem całkiem niedawno i szybko wykonałem stykówkę. Kilka razy ją oglądałem i zdjęcie to nie wzbudziło mojego zainteresowania. Ot dwie postaci na tle szaletów. Kilka dni temu postanowiłem zeskanować ten film. Jakież było moje zdziwienie gdy na powiększonym skanie zobaczyłem kogoś jeszcze. Myslę, że dzięki tej trzeciej postaci zdjęcie jest ciekawsze. Muszę niestety przyznać się, że naciskając spust migawki nie widziałem jej. Po prostu miałem szczęście.